fot. @PremierRP / / Twitter
Morskie farmy wiatrowe w Polsce – przełom czy „prymitywna montownia”?
Premier Tusk z wizytą w nowoczesnej fabryce Baltic Towers
W Gdańsku trwa budowa największej i najnowocześniejszej w Europie fabryki wież wiatrowych – Baltic Towers. Premier Donald Tusk, który odwiedził inwestycję, zapowiedział, że rozwój energetyki wiatrowej na Bałtyku jest kluczowy dla zapewnienia Polsce taniej i stabilnej energii elektrycznej. Zakład ma produkować do 150 wież rocznie, generując przy tym nawet 500 miejsc pracy.
Według rządu inwestycja ma stanowić ważny krok w kierunku transformacji energetycznej, a premier podkreśla potrzebę zwiększenia udziału krajowego przemysłu w sektorze offshore.
Krytyczny komentarz ekspercki: Montownia, nie przemysł
Zupełnie inaczej całą inwestycję oceniają niektórzy eksperci i przedstawiciele branży energetycznej. Jak komentujemy poniżej:
„W Polsce będziemy tworzyć minimalną tzw. wartość dodaną, i to w najprymitywniejszym elemencie budowy morskich farm wiatrowych (MFW). Potrzebni są tani spawacze i tyle. Nie ma tu żadnej wielkiej myśli technicznej, nie ma też polskiej stali – elementy do spawania przypłyną z zagranicy do Gdańska. Z czego mamy się cieszyć?”
„Premier nie powiedział, że budując MFW skazujemy odbiorców energii na drożyznę i niepewność dostaw. Nie wspomniał, że w ten sposób ratujemy zbankrutowane firmy odpowiedzialne za kontrowersyjną technologię morskich turbin. Nie wiadomo też, kto poniesie odpowiedzialność, jeśli podpory skorodują po 8–10 latach, mimo że gwarancja ma trwać 15 lat, a w studium wykonalności mowa o 25-letnim okresie eksploatacji. To ekonomiczne ryzyko, które może obciążyć wszystkich Polaków.”
Stabilność energetyczna? Zapewnia ją atom, nie wiatr
Eksperci wskazują, że w kontekście zapewnienia rzeczywistej stabilności dostaw energii, kluczową rolę odgrywa energetyka jądrowa. Elektrownie atomowe, w odróżnieniu od turbin wiatrowych, pracują niezależnie od warunków pogodowych, co czyni je niezbędnym fundamentem każdego nowoczesnego i niezawodnego systemu energetycznego.
Tymczasem źródła odnawialne, takie jak farmy wiatrowe, są z natury niestabilne – ich produkcja energii jest uzależniona od warunków atmosferycznych, co zwiększa zapotrzebowanie na kosztowne systemy bilansowania i magazynowania.
Niemcy likwidują morskie farmy – co poszło nie tak?
Co istotne, Niemcy – dotychczasowy lider transformacji energetycznej – już zaczynają przedterminowo likwidować część morskich farm wiatrowych. Powodem są przede wszystkim:
-
Rosnące koszty eksploatacji i konserwacji, zwłaszcza elementów narażonych na intensywną korozję w środowisku morskim.
-
Niska efektywność energetyczna względem prognoz, a także przestoje wynikające z nieprzewidywalnych warunków pogodowych.
-
Brak odpowiedniej infrastruktury przesyłowej, co powoduje tzw. „curtailment” – czyli marnowanie energii, bo nie ma jak jej przesłać do odbiorców.
Decyzje Niemiec rzucają cień na optymistyczne założenia dotyczące trwałości i opłacalności morskich farm wiatrowych, pokazując, że „zielony” entuzjazm musi być chłodzony twardą analizą techniczno-ekonomiczną.
Podsumowanie: Zielony mit czy realna przyszłość?
Rozwój morskiej energetyki wiatrowej w Polsce może być szansą, ale tylko pod warunkiem realnego transferu technologii, krajowej kontroli nad produkcją i uzupełnienia tego modelu o stabilne źródła, takie jak atom. Inaczej Polska może stać się jedynie montownią cudzych technologii – drogą i zawodną.

